czwartek, 17 marca 2016

Złoto dla zuchwałych 2016


dystans: 118,17 km czas jazdy: 6 h 23 min
V średnia 18,51 km/h podjazdy: 554 m


Druga w 2016 roku impreza na orientację zorganizowana była w moich rejonach, zaledwie 40 km od domu. Bazą rajdu "Złoto dla zuchwałych" była Dąbrowa Chełmińska, a konkretnie tamtejsza szkoła. Na miejsce przyjechałem w sobotni wieczór, lubię noclegi w warunkach turystycznych, na gimnastycznym materacu. Wieczorem imprezy specjalnej nie było: piwo, obiad w pobliskiej knajpie (polędwiczki, frytki, surówka za 9,50 zł!). O 23 na sali zrobiło się cicho, wszyscy zapadli w sen. 

Od rana lekka bieganina i przygotowania. Wieczorem rozmontowałem rower, tj. ogołociłem go z bagażnika i błotników. Zawsze to trochę lżej ;-) Start przesunął się o kilkanaście minut, bo zabrakło rozpiski punktów, co było dla mnie korzystne, bo mam problemy z planowaniem trasy i potrzebuję na to więcej czasu. Podczas gdy wszyscy niecierpliwi się w oczekiwaniu na komendę do startu, ja kreśliłem flamastrem koncepcję na mapie. Niestety, nie popisałem się, ale o tym dalej ;-)



Do zdobycia były 24 Punkty Kontrolne. Oczywiście miałem plan zdobyć wszystkie. Każdy Punkt Kontrolny warty był 30 punktów przeliczeniowych. Limit wynosił 8 godzin i upływał o godzinie 16:15. Za każdą minutę spóźnienia odejmowany był 1 punkt przeliczeniowy. Od początku punktem odniesienia dla mnie było więc zdobycie trzech PK podczas każdej godziny, tak aby kwadrans po pełnej godzinie móc szacować względem limitu jak wyglądają moje szanse.

Przejazd można obejrzeć na mapie klikając w LINK. Należy w prawym górnym rogu wybrać "RealTime on", prędkość "50x", "Tail: max" oraz "AutoCenter: on" i wcisnąć "Play/Pause".

1. PK1, godz. 8:27, 4,7 km, "początek rowu, drzewo na W"
2. PK2, godz. 8:43, 9,7 km, "drzewo strzelone piorunem na górce"
3. PK8, godz. 9:17, 14,7 km, "krawędź wąwozu"


Początek wybrałem niestandardowy, ponieważ wszyscy pojechali w zupełnie innym kierunku. Zdecydowałem się zacząć od jedynki z dwóch powodów - podczas kreślenia koncepcji nie za bardzo mi pasowało do niej dojechać (co po fakcie oceniam jako chwilowe zaćmienie lub ślepotę, bo optymalny wariant był bardzo oczywisty). Drugim powodem był fakt, że okoliczne drogi asfaltowe znam bardzo dobrze, sprawnie więc, bez zbędnego myślenia i zatrzymywania się dotarłem do tego punktu. Punkty Kontrolne w przeciwieństwie do Róży Wiatrów nie były widoczne z oddali, z reguły były przyczepione po drugiej stronie drzewa patrząc od drogi. Lubię ten sposób umieszczania, trzeba bardziej przykładać się do nawigowania, bo lampiony nie są widoczne z kilometra. W tym przypadku problemów nie było, jako pierwszy zawodnik zdobyłem PK1 :) 

Dojazd do kolejnego PK - PK2 - również bardzo łatwy, dobrze znanym mi asfaltem. Na koniec wystarczyło skręcić w odpowiednią przecinkę, co nie było trudne zważywszy na układ dróg leśnych i liczne ślady rowerowych kół. Szybki przelot w stronę kolejnego PK, ukrytego na krawędzi wąwozu i tu zaczęły się schody. Zbytnio zawierzyłem układowi dróg na mapie, olewając kompletnie odległości i ukształtowanie terenu. W efekcie pojechałem za daleko, a na odnalezienie lampionu zmarnowałem 20 minut. Na punkcie organizatorzy zostawili kilka zgrzewek wody i ciastka, ale moje zapasy były pełne. Wąwóz natomiast niczego sobie, bardzo ładne miejsce, szkoda że zdjęcie zrobiłem tak beznadziejne, ale z miejsca gdzie był usytuowany PK akurat było go słabo widać, a wcześniej pochłonięty byłem poszukiwaniami :) Pomimo opóźnienia trzeci punkt zdobyłem o 9:17, byłem więc tylko o dwie minuty do tyłu względem planu.




4. PK15, godz. 9:53, 21,8 km, "drzewo na skraju rowu",
5. PK19, godz. 10:11, 26,9 km, "kępa wielkich drzew",
6. PK17, godz. 10:23, 30,7 km, "najbliższa wierzba przy rowie",


Na PK15 pojechałem nadkładając kilometry. Najpierw nie zdecydowałem się zaryzykować jazdy wąwozem w dół, potem pojechałem na pamięć znanym mi asfaltem zamiast ściąć trasę wygodną gruntówką. Niby niewiele, może kilometr, może półtora więcej, ale w perspektywie całego rajdu to się zbiera i przekłada na gorszy czas. Jadąc na PK15 droga nagle urywała się na posesji, moment zawahania, zmiana biegu podczas zerowej prędkości i łańcuch zakleszczył mi się między najmniejszą, a średnią tarczą korby. Siłowanie się nic nie dało, musiałem chwycić za klucze i odkręcić tarcze by uwolnić łańcuch. Dobrą radą asystował mi przy tym starszy pan z pobliskiej posesji, opowiadając przy tym jak 40 lat temu w Skierniewicach w wojsku przeszedł trasę 50 km. Naprawa kosztowała mnie dobre 10 minut i upaprane od smaru rękawice. A wystarczyło się nie zastanawiać, tylko po prostu przejechać przez posesję :) Punkt nr 15 zdobyłem sprawnie, ponieważ zauważyłem malutką kładkę nad rowem, skleconą z trzech desek, dzięki której skróciłem drogę o kilkaset metrów. 

PK 19 i 17 to w zasadzie formalność, szybkie i łatwe punkty, do tego po drogach asfaltowych. Pozwoliło mi to podkręcić tempo, pomimo problemów ze sprzętem miałem zdobyte 6 z 24 PK i byłem tylko 8 minut do tyłu względem planu.

Jadąc na jeden z PK miałem bliskie spotkanie z sarnami. Mijałem je po mojej lewej ręce i kiedy je wyprzedziłem te postanowiły uciekać. Nie zrobiły tego jednak w przeciwnym do mnie kierunku, a biegły równolegle do mnie, by nagle przebiec mi drogę kilka metrów przede mną. Ostatnią z nich uchwyciłem na zdjęciu.


7. PK13, godz. 10:39, 35,2 km, "duża wierzba na brzegu Wisły",
8. PK10, godz. 10:58, 39,7 km, "granica kultur", 
9. PK7, godz. 11:14, 42,8 km, "duże powalone piorunem drzewo",


PK13 zlokalizowany był nad samą Wisłą, idealnie na wprost znajdującej się po drugiej stronie skarpy z przyjemnymi podjazdami pod Trzęsacz i Kozielec.



Z kolei PK10, czyli "granica kultur", to nie było wbrew pozorom ogrodzenie dzielące kościół i meczet, a granica młodnika bodaj sosnowego i brzozowego tuż przy ładnym, leśnym jeziorze Skrzynka. Na koniec PK7, czyli wielkie powalone drzewo. Nawigacja prosta i przyjemna, drogi leśne twarde i równe, nadrobiłem więc straty i mając dziewięć zdobytych PK byłem o minutę do przodu względem planu.

10. PK5, godz. 11:39, 48,2 km, "drzewo na granicy kultur"
11. PK6, godz. 11:54, 53,7 km, "ruiny mostku"
12. PK9, godz. 12:13, 58,9 km, "wschodnia skarpa wąwozu"


Do PK5 docieram wykorzystując znajomość terenu, problem mam tylko z trafieniem w odpowiednią przecinkę ale i z tym szybko sobie radzę.


PK6 zlokalizowany jest w Ostromecku, osiągam go bardzo szybko, cały czas jadąc asfaltem, do tego z wiatrem w plecy. Nazwa "ruiny" mostku trochę na wyrost, było jakieś bagienko pod drzewem, a w nim wbite 3 pale, być może kiedyś tu faktycznie był mostek, ale równie dobrze mogło to być coś innego. Tutaj też zdecydowałem się na zmianę koncepcji i odbicie do PK9, choć pierwotnie planowałem zrobić to pod koniec. Z Ostromecka na miejsce prowadzi jednak doskonały asfalt, droga dobrze mi znana, wyszło więc szybko i sprawnie. Zawsze jak jadę tą drogą zastanawiam się co budowniczy miał na myśli stawiając w rowie kilkanaście znaków "droga rowerowa". PK9 ukryty był na skarpie wąwozu, trzeba więc było porzucić rower i udać się po punkt na nogach. Mając zdobytych dwanaście, czyli połowę punktów kontrolnych byłem o 2 minuty do przodu względem planu.


13. PK12, godz. 12:28, 62,0 km, "brzoza 15 m od skrzyżowania"
14. PK16, godz. 12:50, 66,2 km, "obniżenie terenu"
15. PK14, godz. 13:12, 70,9 km, "drzewo 15 m na SE od skrzyżowania"


Droga do PK9 nie była najszybsza ze względu na nierówności i piachy w lesie. Sam punkt, czyli brzozę znalazłem bez problemu w towarzystwie innego zawodnika. Po przekroczeniu krajowej dziesiątki droga się poprawiła tylko na chwilę, akurat by zdobyć PK16. Odnalezienie zajęło mi kilka minut, bo obniżenie terenu było sporych rozmiarów, a punkt oddalony trochę dalej od drogi niż zwykle. Dojazd na PK14 był gorszy, piaszczysty, raz nawet musiałem prowadzić rower. Na miejscu spotkałem Wieśka Jańczaka, który nie mógł odnaleźć punktu. Chwilę się pokręciliśmy, aż udało mi się odnaleźć właściwe drzewo. Wiesiek miał do zdobycia jeszcze PK16, więc każdy z nas pojechał w swoją stronę. Po zdobyciu 15 z 24 PK cały czas byłem minimalnie pod czasem.

16. PK21, godz. 13:33, 75,5 km, "ogromne drzewo"
17. PK24, godz. 13:53, 79,6 km, "dąb"
18. PK23, godz. 14:25, 85,5 km, "drzewo na E skraju bajorka"


Droga do PK21 była niestety bardzo wolna ze względu na piachy. Kilkukrotnie musiałem pchać rower. Na punkcie perforator był zepsuty, pozostało mi więc zrobić zdjęcie.


Droga do PK24 wiodła szlakiem rowerowym, więc jak łatwo można się domyślić - warunki do jazdy rowerem były kiepskie :P. Piachy, nierówności, rozjechana droga - wszystko to efekt prowadzonej niedawno wycinki. Dąb, a właściwie kilka dębów odnajduje bez problemu, chwilę zajmuje mi odnalezienie tego właściwego. Z lasu wydostałem się na skróty przez łąkę, na której była ledwie widoczna ścieżka.


PK23 zlokalizowany był nad samym brzegiem Wisły, z widokiem na Solec Kujawski. Bajorek było kilka, więc znowu chwilę zajęło mi odnalezienie lampionu. W efekcie znowu złapałem opóźnienie - do mety pozostało 6 PK i 1 godzina i 50 minut czasu. Zacząłem rozważać jak wydostać się dalej do PK20 - czy wracać po swoich śladach do Czarnowa, czy też próbować na skróty przez pole, być może pchając rower, ale oszczędzając na tym 4 kilometry drogi. Ostatecznie wybrałem opcję dłuższą, ale bezpieczniejszą.

19. PK20, godz. 15:00, 93,0 km, "brzeg rowu"
20. PK18, godz. 15:20, 97,4 km, "drzewo 10 m na W od wzniesienia"
21. PK22, godz. 15:36, 102,4 km, "ścięta wierzba"


W drodze do PK20 ponownie spotkałem Wieśka, który zrezygnował ze zdobywania PK23. Wspólnie pokonaliśmy drogę do PK20 i odnaleźliśmy rów. Ja poszedłem w lewo, Wiesiek w prawo, ale lampionu nie znaleźliśmy. Po wykonaniu telefonu do bazy okazało się, że punkt jest przesunięty ok. 100 metrów na wschód. Szybko podbiłem kartę i zdając sobie sprawę, że coraz gorzej stoję z czasem pognałem dalej. Dojazd do PK18 zlokalizowany był w małym lasku, jednak na drodze do niego stała posesja i trzy psy. Objechałem je dookoła wprowadzając element zaskoczenia i czym prędzej pognałem przez podwórko posesji - psy zrezygnowały z pościgu. Lampion odnalazłem bez problemu i udałem się w sprint do kolejnego punktu. Na mapie wydawał się łatwy, bo na otwartym terenie, nad rzeką i tak faktycznie było. Niestety, zdałem już sobie sprawę, że o czasie na metę nie dotrę. Najważniejsze jednak by zdobyć wszystkie PK, a spóźnić się nie więcej niż 29 minut, co gwarantowałoby wyprzedzenie wszystkich zawodników, którzy pominęliby chociaż 1 PK.

22. PK11, godz. 15:50, 106,5 km "środek grodziska"
23. PK4, godz. 16:10, 111,9 km "drzewo 15 m na NW od...?"
24. PK3, godz 16:26, 115,8 km "drzewo 15 m na S od skrzyżowania"


Pocieszam się tym, że do mety zostały już tylko niemal same asfalty i gnam co sił w nogach. PK11 to grodzisko w Skłudzewie, wiem gdzie to jest i mapa była mi zbędna. Rower porzuciłem w krzakach i do grodziska wspinam się na nogach w asyście kilku innych zawodników. Do mety jest blisko, wszystkich więc traktuje jako potencjalnych rywali. Cisnę ile sił w nogach na podjeździe pod Skłudzewo i zostawiam ich w tyle. Wszystko to, by dotrzeć na kolejny PK przed nimi, a przy tym zdążyć się oddalić by nie ułatwiać im zadania w odnajdywaniu lampionu. Plan wykonałem w stu procentach, zwłaszcza, że oni na ten PK wcale nie jechali :D. Punkt był na drzewie, w opisie nie było wiadomo 15 metrów od czego, ale i tak dostrzegłem go z daleka. Ostatni PK to chwila szukania w lesie, chyba lampion był przymocowany do drzewa po złej stronie drogi, jednak mimo to odnalezienie wyszło w miarę sprawnie. Pozostało gnać w stronę mety, na której zameldowałem się o 16.37.

Wynik osiągnięty przeze mnie to 28 miejsce wśród 54 osób, które ukończyły trasę. Trend zachowany, z każdym kolejnym rajdem pnę się trochę wyżej. Zabrakło trochę lepszego planowania trasy i mniej pecha z rowerem, zwłaszcza że do kilkunastu osób przede mną straciłem niewiele - kilka, kilkanaście minut. Ciągle obieram zbyt długie warianty i nadkładam niepotrzebne kilometry. Impreza udana, kolejny planowany rajd na początku kwietnia, Szago w Osieku niedaleko Warlubia.

Na koniec składam na ręce organizatorów podziękowania za sprawnie i fajnie przeprowadzoną imprezę. Wspomnieć można chociażby o dobrym posiłku na mecie z pobliskiej restauracji, monitorze na którym można było śledzić zmagania uczestników wyposażonych w trackery, no i oczywiście o fajnej, ciekawej trasie z pomysłowo dobranymi punktami kontrolnymi :)



3 komentarze:

  1. fajne, muszę tego kiedyś spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to na Złocie dziurkacze niepodrabialne :). Koncepcja raczej słuszna, po analizie mapy można było od 1 lub od 3.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że najlepszą koncepcją było zacząć od PK2, a PK1 zdobyć w sekwencji: 5 - 1 - 9 - 12 - 6 - 14 - 16 - 21. Byłoby to o te 3-4 km krótsze, do tego dodać przejazd z PK 23 na PK 20 przez pole i dystans byłby w okolicach 110 km :)

    OdpowiedzUsuń