sobota, 21 kwietnia 2018

Przepis na własny ultramaraton


dystans: 322,43 km czas jazdy: 13 h 14 min
V średnia 24,36 km/h podjazdy: 2551 m


Co potrzebujemy do maratonu w wersji minimum?
1. bazę
2. trasę
3. inne, w zależności od chęci i możliwości.

Dwa najważniejsze elementy każdego maratonu to trasa i baza. Baza najlepiej jakby położona była gdzieś na uboczu, ale jednocześnie nieźle skomunikowana kolejowo. Na szczęście tutaj nie musiałem za wiele kombinować. Baza w Izbicy była już kiedyś sprawdzona, jest położona na uboczu a jej właściciele bardzo otwarci na wszelkie pomysły. Już w listopadzie zarezerwowałem wszystkie pokoje i domki na cały weekend. Polecam to miejsce :)

sobota, 14 kwietnia 2018

Debiut w MTB - Syngenta Koronowo


dystans: 77,94 km czas jazdy: 4 h 27 min
V średnia 17,51 km/h pdojazdy: 888 m

Oczekiwanie na start umilał Hubert Malinowski z TVP wraz z jakąś inną kobitką, też podobno z telewizji. W sumie to kiepska robota, musisz nawijać przez kwadrans do mikrofonu, a i tak nikt ciebie nie słucha. Zawodnicy dystansu GIGA (dwa okrążenia po 38 km) w liczbie 62 sztuk byli w tym czasie już ustawieni w swoim sektorze startowym, a głowy mieli zajęte na pogawędkach, ostatnich poprawkach przy rowerach lub koncentrowaniu się. Zawodnicy dystansu MEGA (jedno okrążenie) w liczbie ok. 500 sztuk start mieli zaplanowany 10 minut później i większość z nich dopiero zaczęła zmierzać w stronę startu. W końcu zaczęło się finałowe odliczanie i ruszyliśmy w akompaniamencie pikających chipów podczas przejazdu przez matę startową.

Pierwszy kilometr prowadził po asfalcie, po czym zjechaliśmy w prawo w mały lasek, za którym znajduje się zapora, której zawdzięczamy istnienie Zalewu Koronowskiego. Chwilę przed startem dokonałem szybkiej, opartej wyłącznie na stereotypach analizy rywali: posiadaczy nadwagi i słabszych rowerów postanowiłem od początku zostawić za plecami. Lepiej jechać od razu przed nimi, bo jeszcze gdzieś utknę. Wszystkich wyglądających na mocnych puściłem od razu przed sobą. 



niedziela, 8 kwietnia 2018

Kotlety w Złym Mięsie


dystans: 200,52 km czas jazdy: 8 h 38 min
V średnia 23,20 km/h podjazdy: 1273 m


Najgorzej jest, jak się samemu nie wie, czego się chce. No bo weekend ładny, znaczy trzeba iść na rower. Nawet nie trzeba, tylko chce się gdzieś pojechać rowerem. Tylko gdzie? Tu nie, bo już byłem siedem razy, tu nie bo drogi dziurawe, tu nie bo wiatr mnie wyniszczy, a tu to w ogóle bez sensu. Ciężko mi jest teraz odtworzyć tok myślenia, koniec końców wymyśliłem, że pojadę zrobić sobie zdjęcie z kotletem we wsi Złe Mięso. Cel głupi, ale czasem takie są najlepsze. Kotlety usmażone, zapakowane i schowane do kolarskiej kieszonki na plecach, no to w drogę!

Niedziela, szósta trzydzieści rano, a ja po cichu przemykam pustymi ulicami Gdańska i okolicznych wiosek. Nie ma świateł, korków, a ja mogę olać wszystkie drogi i pseudościeżki rowerowe, bez obaw, że jakiś lokalny szeryf mnie otrąbi lub zwyzywa. Bardzo to lubię, zwłaszcza, że nie kosztuje mnie to żadnego wysiłku - i tak codziennie wstaję wcześnie. Spokój zmącił jedynie kierowca dostawczaka, który wdał się ze mną w utarczkę słowną sfrustrowany tym, że nie wjechałem do rowu by go przepuścić i w efekcie przez 2 minuty musiał za mną jechać na drodze z ruchem wahadłowym. Na koniec mnie otrąbił i pojechał w kierunku Trąbek Wielkich.


niedziela, 4 marca 2018

Zalew Koronowski

Na powitanie wiosny krótka galeria z dwudniowego wyjazdu w Bory Tucholskie. Dzień pierwszy, sobota, to lekko ponad 100 km z sakwami, niedziela zaś to dojazd do Koronowa i objazd na lekko trasy Maratonu MTB, który odbędzie się tutaj za trzy tygodnie.






sobota, 13 stycznia 2018

Z pedałami do Kolbud


dystans: 62,56 km czas jazdy: 3 h 42 min (16,8 km/h)
podjazdy: 830 m w terenie: 24 km


Mróź jest i czego bym nie zrobił, to w butach i blokach spd jest mi po godzinie jazdy zimno. Z żalem, ale tymczasowo przeszedłem na tradycyjne pedały platformowe, co umożliwia jazdę w zimowych butach. Stopy i tak mi zmarzły, ale tym razem z głupoty i rozkojarzenia - nie założyłem najlepszych skarpet, a do tego zapomniałem o wkładkach do butów. Z pomocą przyszła na szczęście wazelina - po postoju na smarowanie stóp szału może nie było, ale tłusta maść to zawsze dodatkowa ochrona przed zimnem.