piątek, 13 października 2017

Wyprawka Integracyjna Grupy Trójmiejskiej #2017

Wzorem poprzedniego roku, również i tej jesieni zorganizowałem krótki weekendowy wyjazd dla osób z Trójmiasta i nie tylko. O ile w 2016 roku pojechaliśmy w listopadzie, o tyle tym razem wybór padł na połowę października. Okazało się to być strzałem w dziesiątkę. Oprócz faktu, że ciemno robiło się dopiero o osiemnastej, to dopisała pogoda. Było ciepło i przyjemnie, również frekwencja była zadowalająca, w sobotni poranek było nas w sumie dziewięć osób.



sobota, 16 września 2017

Maraton Północ - Południe 2017


dystans: 998,96 km czas jazdy: 51 h 13 min
V średnia 19,50 km/h podjazdy: 7593 m


Z Helu do Zakopanego. Blisko 1000 km, krótki wrześniowy dzień, niepewne prognozy pogody i piękna trasa wytyczona bocznymi drogami, zahaczającymi o tak ładne rejony jak Kaszuby, Bory Tucholskie czy Jurę Krakowsko – Częstochowską.

Koncepcja


Wymyśliłem sobie, że pojadę z namiotem i śpiworem. We wrześniu noce trwają ponad 10 godzin, trasa jest długa. Zaplanowałem, że pierwszej i drugiej nocy będę spał po 3 godziny, a w poniedziałek rano nadam bagaż paczkomatem do domu. Dzięki temu będzie lżej jechać w górach, a na nizinach nie ma to aż takiego znaczenia. Namiot i śpiwór, którymi dysponuje to tylko niecałe 2 kg masy, mieści się podwieszony uprzężą na kierownicy. Dodatkowo uprząż umożliwia wygodne przyczepienie drobiazgów: batonów, okularów, baterii, czołówki, tak aby mieć je jednak cały czas pod ręką. Teoretycznie pomysł dobry. W praktyce koncepcja ta okazała się totalnym niewypałem, ale o tym niżej.

uprząż z namiotem, fot. emes

dyskusje przed startem, fot. emes

Limit czasu na ukończenie wynosił 72 godziny. Relacja podzielona jest na doby spędzone w trasie.

sobota, 12 sierpnia 2017

Długi weekend sierpniowy

Pomysłu większego na to co ze sobą zrobić z okazji dłuższego weekendu nie było przez dłuższy czas. Dokładniej rzecz ujmując: pomysłów było nawet kilka, brakowało tylko przekonania do każdego z nich. Ostatecznie stanęło jednak na opcji mieszanej: rowerowo – kajakowo – leniuchowej. Wybór okazał się trafny. Najprzyjemniejsze jednak, że znowu byłem w drodze…


sobota, 5 sierpnia 2017

III Kórnicki Maraton Turystyczny


dystans: 309,87 km czas jazdy: 11 h 26 min
V średnia 27,10 km/h podjazdy: 615 m


Czy żółw może prześcignąć zająca? Może. Pod warunkiem, że obaj się postarają. Żółw musi dać z siebie wszystko, a zając wiele rzeczy spartolić.

Do Kórnika zajechałem z zamiarem przejechania trasy o długości 310 km* w czasie 12 godzin. Charakterystyka maratonu ze względu na położenie geograficzne nie była moim sprzymierzeńcem. Płaskie, typowo rolnicze tereny to niemal synonim jazdy z dużymi prędkościami i w grupie, a to zdecydowanie nie są moje atuty. Z tego powodu zrezygnowałem z dystansu długiego (500 km), ponieważ jak do tego dodać moją kolejną piętę achillesową – jazdę w nocy, to zapowiadała się niezła męczarnia. Wołałem się zmęczyć intensywniej, ale krócej.

*W rzeczywistości trasa miała 320 km, ale dodatkowe dziesięć kilometrów stanowił start honorowy.

fot. Jędrzej Cholewczyński

sobota, 3 czerwca 2017

Maraton Podróżnika 2017 - Sudety


dystans: 495,72 km czas jazdy: 24 h 37 min
V średnia 20,14 km/h podjazdy: 6262 m


Kolejna, bo czwarta już edycja Maratonu Podróżnika zagościła na Dolnym Śląsku, a fragmentami również na terenie Republiki Czeskiej. Bazą, a tym samym miejscem startu i mety był ośrodek w Sulistrowicach nieopodal Sobótki.

fot. Jelona

W tegorocznej edycji doszło do zmiany organizacji startu. Na początku startowali najsłabsi, na koniec najlepsi. Ja byłem początkowo rozstawiony gdzieś w środku, jednak uznałem, że to bez sensu i tak oto trafiłem do grupy pierwszej, która ruszała punktualnie o ósmej. I tak nie zamierzałem jechać w jakimkolwiek peletonie tylko swoim tempem, a to oznaczało, że pewnie 95% trasy przejadę w samotności. Szkoda więc było mi tracić czasu na oczekiwanie na moją kolej. Start w pierwszej grupie ma też pewną wadę - wszyscy są zajęci przygotowaniami i nie ma komu zrobić zdjęcia. A jak już ktoś robi, to ja się zagapię. No nic, tutaj z Lubelakami: Endriu i Mariobikerem.

fot. Mariobiker